53 licencje CASP w Niemczech. Zero w Polsce. 151 europejskich firm krypto wybrało Niemcy jako rynek docelowy. Polska trzeci raz forsuje tę samą represyjną ustawę pisaną przez ludzi, którzy nie odróżniają Bitcoina od Ethereum. A za niecałe dwa miesiące kończy się okres przejściowy MiCA i polskie firmy krypto przestają legalnie istnieć.
Pisałem o tym wczoraj na X, kiedy pojawił się trzeci projekt rządowy (KSRM z 5.05.2026). 168 artykułów, tyle samo co poprzednio. Kary w górę, opłatyART/EMT cofnięte z 0,1% z powrotem do 0,5%, blokada rachunków na 96h bez sądu nadal w grze, a CASP dostaje wyłączenie odpowiedzialności za taką blokadę. Czyli zamrożą Ci środki i nikt za to nie odpowie.
Ale jest wątek, o którym w polskiej debacie prawie nikt nie mówi: kto na tym realnie zarabia. Bo podczas gdy polscy politycy urządzają sobie trzecie podejście do tej samej złej ustawy, Niemcy spokojnie zbierają owoce sprawnego wdrożenia MiCA. I te owoce są konkretne.
53 do zera. Nie wynik meczu, tylko licencje CASP.
Na maj 2026 Niemcy mają 53 autoryzowanych dostawców usług kryptoaktywowych (CASP). To ponad dwukrotnie więcej niż Holandia na drugim miejscu w UE. Ale to nie jest tylko kwestia liczby licencji. 151 ze 180 europejskich firm krypto, które paszportują usługi transgranicznie, wybrało Niemcy jako rynek docelowy. Na 180 firm, 151 idzie do Niemiec. To nie jest przypadek. To jest konsekwencja czytelnej, przewidywalnej regulacji.
BaFin, niemiecki nadzorca finansowy, licencjonuje Deutsche Bank DWS, Bitpandę, Coinbase Custody, BitGo, Tangany, giełdy ze Stuttgart. Wsierpniu 2025 BaFin zatwierdził pierwszego stablecoina denominowanego w euro pod MiCA, emitowanego przez AllUnity (joint venture Deutsche Bank DWS, Flow Traders i Galaxy Digital). To są instytucje, które przynoszą ze sobą miejsca pracy, podatki, ekosystem compliance i fintech.
A Polska? Polska nie ma organu, który mógłby wydać licencję CASP. Nie ma ustawy. Nie ma sankcji za brak licencji. Jest za to trzecie podejście do 168-artykułowego monstrum, które traktuje całą branżę jak potencjalnych przestępców.
Jak Niemcy to zrobiły i czemu Polska nie potrafi
Niemcy uchwaliły KMAG (Kryptomärkteaufsichtsgesetz) jako część ustawy o cyfryzacji rynku finansowego jeszcze w grudniu 2024, tego samego miesiąca, w którym MiCA weszło w pełni w życie. Żadnej rocznej pyskówki między rządem a prezydentem. Żadnych trzech podejść. Jeden akt prawny, pragmatyczny i krótki.
KMAG wyznacza BaFin jako organ nadzoru, reguluje okres przejściowy (skrócony do 12 miesięcy zamiast maksymalnych 18), daje BaFin dodatkowe kompetencje jak publiczne ostrzeżenia, ale nie buduje równoległego systemu represji. Żadnej blokady rachunków bez sądu. Żadnego bezterminowego przejęcia domen. Żadnych kar za działalność bez
zezwolenia sięgających 8 lat więzienia. Niemcy zrozumieli prostą rzecz: MiCA to rozporządzenie unijne, obowiązuje bezpośrednio. Wystarczy dopisać minimum krajowe i nie przeszkadzać.
Efekt? 53 licencje. Deutsche Bank w grze. Połowa Europy paszportuje do Niemiec.
Ekosystem rośnie. Podatki płyną.
Polska w tym samym czasie? Trzy wersje tej samej represyjnej ustawy. Dwa weta prezydenckie. Politycy, którzy, jak pisałem wczoraj, w większości nie potrafią powiedzieć czym się różni Bitcoin od Ethereum, a decydują o przyszłości całej branży. I nikt publicznie nie pyta: kto tak usilnie pcha narrację, że krypto równa się przestępczość?
Sąsiedzi zbierają to, co Polska traci
Porównanie jest upokarzające i warto je powtarzać, aż dotrze. Czeska ustawa wdrażająca MiCA ma 11 stron. Opłata za złożenie wniosku CASP: 813 EUR, najniższa w UE. Słowacja i Węgry: po 7 stron. Łotwa: 5 stron. Litwa: 23 strony, pierwsza licencja CASP wydana, i Łotwa aktywnie rekrutuje polskie firmy krypto, które szukają nowego domu. Cypr: 2 strony.
Francja miała regulacje kryptoaktywowe od 2019 roku, dostosowała je do MiCA pod koniec 2024 i wydała sześć pełnych zezwoleń CASP, plus trzydzieści zagranicznych firm działa we Francji dzięki paszportowaniu.
Polska jest w towarzystwie Bułgarii i Rumunii jako kraje UE, które na maj 2026 nadal nie mają obowiązujących ustaw krajowych. To nie jest dobre towarzystwo dla szóstej gospodarki Unii.
A konsekwencje ekonomiczne są konkretne. Każda firma, która przenosi się z Polski do Czech czy na Litwę, zabiera ze sobą podatki CIT, podatki od wynagrodzeń pracowników compliance i IT, wydatki na usługi prawne i księgowe, opłaty licencyjne. I to nie jest teoria. To się dzieje teraz. Łotwa wprost zabiegała o polskie podmioty. Czesi mają prostszy system i niższe koszty. Litwa wydaje licencje.
Niemcy natomiast zbierają największych graczy. 53 licencje to nie tylko startupy. To Deutsche Bank DWS. To Coinbase Custody. To Bitpanda. To Boerse Stuttgart Digital. To instytucje, które mogłyby równie dobrze wybrać Polskę, gdyby Polska zaoferowała czytelne zasady zamiast 168 artykułów represji. Ale Polska tego nie zrobiła. I teraz te podmioty paszportują swoje usługi do polskich klientów z Niemiec. Polscy użytkownicy i tak z nich korzystają. Tylko podatki zostają w Berlinie, a nie w Warszawie.
ZondaCrypto, czyli pretekst na wagę złota
Rząd trzeci raz uzasadnia zaostrzenie ustawy aferą ZondaCrypto. Premier Tusk wprost mówi o „ochronie Polaków” i „karaniu oszustów”. Problem w tym, że ZondaCrypto to BB Trade Estonia OÜ, spółka estońska, z estońską licencją VASP, nadzorowana przez estoński FIU. Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła śledztwo w kwietniu 2026, ale sprawa dotyczy spółki, która operacyjnie siedziała w Estonii.
Jak trafnie zauważają prawnicy, polska ustawa, nawet gdyby weszła w życie rok temu, nie zmieniłaby sytuacji ZondaCrypto. Spółka estońska podlegała estońskiemu nadzorowi.
Estoński FIU miał sygnały ostrzegawcze i nie reagował. Polska nie mogła tego zmienić żadną ustawą krajową.
A jednak rząd używa ZondaCrypto jako koronnego argumentu za najbardziej restrykcyjnym wariantem ustawy. Pisałem o tym wczoraj: afera spadła rządzącym jak manna z nieba i będzie argumentem za przeforsowaniem tego, co dwukrotnie słusznie zawetowano. Trzy podejścia, za każdym razem z większą polityczną nawałnicą, za każdym razem z mniejszą merytoryczną debatą.
Rząd źle, prezydent też źle
Trzeba to powiedzieć jasno, bo nie chodzi o wspieranie żadnej strony politycznej. Obie się mylą.
Rząd trzy razy przedstawił zasadniczo ten sam projekt. 168 artykułów. Blokada rachunków bez sądu. Bezterminowe przejęcie domen. I zamiast uprościć ustawę po dwóch wetach, zaostrzył kary. Opłata ART/EMT cofnięta z 0,1% do 0,5%. Kary za działalność bez zezwolenia podniesione z 5 do 8 lat. Za nieprawdziwe dane ART/EMT też do 8 lat i 10 mln zł. To regulacje pisane przez ludzi, którzy nie rozumieją technologii, nie chronią nikogo.
Przesuwają innowację za granicę, a zwykłego człowieka zostawiają z gorszymi narzędziami i złudnym poczuciem bezpieczeństwa.
Prezydent zawetował i miał rację co do diagnozy: nadregulacja, niekonstytucyjne mechanizmy, wypychanie firm za granicę. Ale jego własny projekt (RPW/15910/2026 z 6 maja) to nie jest rozwiązanie. Blokada rachunków nadal jest (96h + przedłużenie do 3 miesięcy, choć z wymogiem zgody sądu w 24h). Bezterminowe przejęcie domen nadal jest. Kary złagodzone, ale nadal przekraczają europejski standard (5 lat / 5 mln zł).
Zamiast iść w kierunku „MiCA + 0″, czyli minimum krajowe jak u Czechów (wyznaczenie nadzorcy, tabelka kar, koniec), prezydent poszedł w „MiCA + trochę mniej represji niż rząd”. To nie jest rozwiązanie problemu. To jest ten sam problem w łagodniejszej wersji.
Analiza porównawcza dr. hab. Krzysztofa Piecha (prof. uczelni, maj 2026) jest bezlitosna. Projekt rządowy: 0,5 z 19 kryteriów bez ryzyka. Projekt prezydencki: ok. 13 z 19 problemów nierozwiązanych. Projekt Konfederacji: 19/19, wszystkie zastrzeżenia usunięte (36 artykułów, podejście minimalistyczne bazujące bezpośrednio na MiCA). Niezależnie od sympatii politycznych, te liczby mówią same za siebie.

Co dalej i dlaczego powinno Cię to obchodzić
1 lipca 2026 to twarda data. Tego dnia każdy podmiot świadczący usługi krypto aktywowane w UE musi mieć licencję CASP. WPolsce jest 1208 formalnie aktywnych podmiotów w rejestrze VASP. Prawnicy szacują, że mniej niż 50 byłoby realnie w stanie przejść ścieżkę licencyjną. Po 1 lipca te firmy nie będą mogły legalnie działać, bo nie ma ustawy, nie ma organu wydającego licencję, nie ma nawet sankcji za brak licencji.
Co się stanie? Firmy z licencjami z Niemiec, Czech, Litwy, Łotwy wejdą na polski rynek przez paszportowanie i obsłużą polskich klientów. Polacy i tak będą kupować Bitcoina, Ethereum, stablecoiny. Tylko podatki od tych usług zostaną w Berlinie, Pradze i Wilnie. Miejsca pracy w compliance, IT, prawie i księgowości powstaną tam, nie tu. Polski rynek krypto de facto stanie się kolonią regulacyjną sąsiadów.
Nikt rozsądny nie mówi, że regulacje są niepotrzebne. Są potrzebne. Ale regulacje powinny być pisane przez ludzi, którzy rozumieją co regulują, z myślą o stworzeniu warunków do legalnej działalności, a nie z myślą o tym, jak najsurowiej karać.
Czesi to zrozumieli na 11 stronach. Niemcy na jednej ustawie towarzyszącej, i teraz mają 53 licencje i połowę europejskiego rynku. Polska? Polska trzeci raz forsuje tę samą złą ustawę i jest zaskoczona, że nie działa.
Artykuł oparty na analizie porównawczej projektów ustaw dr. hab. Krzysztofa Piecha (prof. uczelni, maj 2026), danych z rejestru ESMA/MiCA SCAN(stan na 4 maja 2026), materiałach BaFin, analizach Kryptokancelaria.pl oraz publikacjach Prawo.pl, money.pl, Bankier.pl, GazetaPrawna.pl i CrypS.pl.
Autor nie jest prawnikiem ani doradcą finansowym. Powyższy tekst ma charakter edukacyjny i publicystyczny. 🦥