Szkoła nie uczy dzieci o pieniądzach. Większość z nas dowiedziała się, jak działa kredyt, dopiero przy podpisywaniu pierwszej umowy. Kłopot w tym, że rodzic, który chce to nadrobić, zwykle zaczyna od wykładu. Siada, tłumaczy, czym jest oszczędzanie, a dziecko po trzech minutach patrzy w okno.
Kiedy pracowałem nad Wyszukiwanką, najtrudniejsze nie było to, co napisać. Najtrudniejsze było sprawić, żeby dziecko nie zorientowało się, że właśnie się uczy. Ta sama zasada działa bez książki. Niżej jest 7 zabaw, do których potrzeba kwadransa oraz rzeczy, które już masz w domu. Każda kończy się w tym samym miejscu: dziecko podejmuje decyzję, po czym widzi jej skutek.
Wiek nie jest tu ozdobnikiem
Pojęcia o pieniądzach nie wchodzą w dowolnej kolejności. Najpierw dziecko rozumie samą wymianę, czyli że za monetę dostaje się rzecz. Potem, że monet jest skończona liczba. Dopiero później, że można poczekać i dostać coś większego. Jeszcze później, skąd bierze się cena. Na samym końcu proporcje, czyli ile kosztuje kilogram oraz czy większe opakowanie faktycznie wychodzi taniej.
To ostatnie wymaga myślenia proporcjami, a ono pojawia się mniej więcej koło jedenastego roku życia. Dlatego zabawa, w której pięciolatek ma porównać cenę za kilogram, nie jest zabawą tylko frustracją. Dziecko wykona polecenie, bo lubi Cię słuchać, ale nie wyniesie z tego nic poza wrażeniem, że pieniądze są trudne.
Widełki przy każdej zabawie traktuj jako punkt startu, nie jako metrykę. Liczy się umiejętność, nie data urodzenia. Jeżeli sześciolatek liczy do dwudziestu, spokojnie weźmie menu z budżetem. Jeżeli ośmiolatek jeszcze nie liczy, cofnijcie się do sklepu na dywanie i nic złego się nie stanie. Zabawy są ułożone od najmłodszych do najstarszych.
Dlaczego zabawa robi to, czego nie robi tłumaczenie
Dziecko nie przyswaja definicji. Przyswaja konsekwencję. Jeżeli powiesz, że pieniądze się kończą, usłyszy zdanie. Jeżeli dostanie 5 monet na sklep na dywanie, a po trzech zakupach zabraknie na czwarty, zrozumie to samo, tylko własną skórą.
Druga sprawa: w zabawie wolno przegrać. Dziecko może wydać wszystko na głupotę, pożałować, spróbować inaczej. W prawdziwym sklepie taka pomyłka kończy się awanturą przy kasie. Zabawa jest tanim symulatorem.
Trzecia: zabawa daje Ci pretekst do rozmowy. Pytanie „dlaczego kupiłeś akurat to” brzmi po grze zupełnie inaczej niż to samo pytanie w markecie.
1. Sklep na dywanie, 5–7 lat

Wykładasz na dywanie 8 przedmiotów z domu. Klocek, jabłko, kredka, skarpetka. Każdy dostaje cenę na karteczce, od 1 do 5 monet. Monetami mogą być guziki. Dziecko dostaje 6 monet oraz zadanie: zrobić zakupy. Nie podpowiadasz. Kiedy kończą się monety, kończy się sklep.
Cała lekcja siedzi w tym, że 6 monet nie starcza na wszystko. Coś trzeba odłożyć z powrotem na półkę. Warunek jest jeden: dziecko musi umieć policzyć do sześciu i odjąć. Bez tego zabawa zamienia się w losowanie. Z czterolatkiem zagraj w wersję, w której wszystko kosztuje 1 monetę, a monet jest 3. To wystarczy, żeby zobaczył, że wybór jednej rzeczy oznacza rezygnację z innej.
Potem zamieniacie się rolami. Na tym etapie sprzedawanie nie uczy jeszcze marży ani zysku, bo to pojęcia z okolic dziewiątego roku życia. Uczy czegoś prostszego i ważniejszego: że pieniądze krążą w obie strony, a ten, kto sprzedaje, też coś dostaje.
Na koniec jedno pytanie. Co kupiłbyś, gdybyś mógł zacząć jeszcze raz. Odpowiedź prawie zawsze jest inna niż pierwszy wybór. To jest moment, w którym dziecko samo wymyśla pojęcie planowania.
2. Dwie skarbonki, jedna decyzja, 6–10 lat

Zamiast jednej skarbonki stawiacie dwa słoiki. Na jednym piszecie „teraz”, na drugim „później”. Każde kieszonkowe oraz każda złotówka od babci dzieli się między nie. Podział ustala dziecko, nie Ty.
Warunek jest jeden. Słoik „później” ma cel przyklejony na wierzchu, najlepiej w formie obrazka. Nie „oszczędzanie”, tylko konkretny zestaw klocków albo bilet. Abstrakcyjne oszczędzanie nie działa nawet na dorosłych.
Dobierz cel do wieku, bo tu najczęściej wszystko się sypie. Sześciolatek utrzyma zaangażowanie przez tydzień, może dwa. Jeżeli cel wymaga trzech miesięcy zbierania, dziecko przestanie o nim myśleć po dziesięciu dniach i zabawa umrze śmiercią naturalną. Dziesięciolatek pociągnie miesiąc bez problemu.
Po kilku tygodniach dziecko samo zaczyna przesuwać proporcje. Kiedy pierwszy raz powie, że w tym tygodniu chce dać więcej do słoika „później”, zabawa się skończyła, a nauka się udała.
3. Menu z budżetem, 7–9 lat

Robicie kartę dań na domowy obiad, z cenami. Zupa 3 zł, naleśniki 5 zł, sok 2 zł. Dziecko dostaje budżet, powiedzmy 8 zł, oraz składa z tego zamówienie dla całej rodziny.
Dolna granica wieku bierze się stąd, że trzeba dodawać w zakresie kilkunastu złotych oraz jednocześnie myśleć o kimś innym niż o sobie. Jedno i drugie schodzi się mniej więcej w drugiej klasie. Wcześniej dziecko poradzi sobie z liczeniem albo z dzieleniem między ludzi, ale rzadko z obiema rzeczami naraz.
To ćwiczenie robi coś, czego nie robi żadne inne. Dziecko przestaje wybierać dla siebie i zaczyna dzielić ograniczoną pulę między ludzi. Nagle okazuje się, że jeżeli weźmie sobie sok, to tata nie dostanie deseru.

Piętnaście scen pełnych szczegółów, ponad trzysta ukrytych przedmiotów oraz trzy poziomy trudności w jednej książce. Dziecko szuka, a przy okazji...
★★★★★10,0/10(5 ocen)
Jeżeli chcesz podkręcić, dorzuć promocję. Dwa naleśniki w cenie jednego. Zobaczysz, jak szybko dziecko odkryje, że promocja opłaca się tylko wtedy, kiedy i tak chciałeś kupić dwa.
4. Praca na akord, 7–12 lat

Kieszonkowe za samo istnienie uczy tylko tego, że pieniądze przychodzą same. Kieszonkowe za wszystko kończy się dzieckiem, które pyta, ile dostanie za posprzątanie własnego pokoju.
Środek wygląda tak. Stała, mała kwota bez warunków, do tego lista zadań ponadprogramowych z cenami. Umycie roweru za 5 zł, pomoc przy porządkach w piwnicy za 10 zł. Zadania są dobrowolne, ceny stałe, nie negocjujecie ich w połowie tygodnia.
Młodsze dziecko potrzebuje wypłaty od razu po zadaniu, bo tydzień to dla niego wieczność. Od dziewiątego, dziesiątego roku życia można przejść na rozliczenie tygodniowe i wtedy dochodzi druga lekcja, o czekaniu na wypłatę.
Po miesiącu dziecko wie o pracy więcej, niż wynosi się z całej podstawówki. Że wynagrodzenie zależy od tego, co się zrobiło, nie od tego, jak bardzo się chciało.
5. Aukcja rodzinna, 8–12 lat

Raz na jakiś czas licytujecie rzeczy, które i tak są do rozdania. Wybór filmu na wieczór, miejsce przy oknie w samochodzie, ostatni kawałek ciasta. Każdy dostaje na start tę samą pulę żetonów na cały miesiąc.
Ta zabawa wymaga planowania w skali tygodni, a to jest umiejętność, która rozwija się dopiero koło ósmego roku życia. Sześciolatek przelicytuje wszystko w pierwszej rundzie i po prostu się rozpłacze, bo nie umie jeszcze wyobrazić sobie siebie za trzy tygodnie. Jeżeli chcesz zagrać z młodszym, skróć pulę do jednego tygodnia.
U starszego dziecka pierwsza runda kończy się zawsze tak samo. Ktoś przelicytuje przy pierwszej okazji, po czym przez trzy tygodnie nie ma czym licytować. Nie ratuj go. To jest najtańsza lekcja o wydawaniu wszystkiego na pierwszą rzecz, jaka się trafi.
6. Sklep z listą i limitem, 8–10 lat

Ta zabawa dzieje się w prawdziwym sklepie. Dajesz dziecku listę 5 rzeczy, kwotę z zapasem oraz zadanie: zmieścić się w budżecie. Wybór marki należy do niego.
Ważne, żeby reszta została u dziecka. Bez tego cała zabawa jest teoretyczna, bo oszczędzanie na czymś, z czego nic nie masz, to nie oszczędzanie, tylko posłuszeństwo.
I tu uwaga, bo to najczęstszy błąd w takich poradnikach. Porównywanie ceny za kilogram albo za sztukę wymaga myślenia proporcjami, które pojawia się dopiero koło jedenastego roku życia. Ośmiolatek porówna dwie ceny na półce, czyli tę mniejszą i tę większą. To zupełnie wystarczy. Rozmowę o tym, że większe opakowanie bywa tańsze w przeliczeniu, zostaw sobie na później.
7. Giełda cukierków, 9–12 lat

Potrzebujesz garści cukierków w kilku rodzajach oraz co najmniej trzech graczy. Każdy dostaje losowo po 5 sztuk. Potem jest 10 minut na wymianę, każdy z każdym, bez Twojego udziału.
Po kwadransie zapytaj, ile kosztował na początku cukierek truskawkowy, a ile pod koniec. Odpowiedź zwykle brzmi, że na starcie wymieniało się jeden za jeden, a potem za truskawkowego trzeba było dać dwa inne. Nikt tego nie ustalił. Wyszło z tego, że wszyscy chcieli tego samego, a było go mało.
Dolna granica jest tu wyższa niż przy pozostałych zabawach z prostego powodu. Zrozumienie, że cena bierze się z tego, ilu ludzi czegoś chce, wymaga myślenia o grupie, nie o sobie. Młodsze dziecko świetnie się przy tym bawi, tylko wniosku samo nie postawi. Jeżeli gracie z siedmiolatkiem, potraktujcie to jako zabawę w wymianę i nie ciągnijcie rozmowy o cenie.
Nie prowadź tego w stronę inwestowania. Na tym etapie chodzi wyłącznie o to, skąd bierze się cena.
Trzy błędy, które psują każdą z tych zabaw
Pierwszy to ratowanie. Dziecko wydaje wszystko w pierwszej minucie, robi się smutno, więc dokładasz. Rozumiem ten odruch. Tylko że po dołożeniu zabawa uczy dokładnie odwrotnej rzeczy niż ta, o którą Ci chodziło.
Drugi to komentowanie na bieżąco. Zdanie „nie kupuj tego, to bez sensu” zamienia symulator w polecenie. Pytania zostawia się na koniec.
Trzeci to zabawa za trudna na wiek. Dziecko, które nie rozumie zasady, nie mówi tego wprost. Zgaduje, patrzy na Twoją minę i robi to, co Twoim zdaniem jest poprawne. Wygląda to jak nauka, a jest odgadywaniem oczekiwań. Jeżeli widzisz, że dziecko sprawdza Twoją reakcję zamiast liczyć, zejdź o jedną zabawę niżej.
Co zrobić, kiedy zabawa się skończy
Te zabawy mają jedną wadę. Wymagają Ciebie. Kwadransa, uwagi oraz pomysłu na to, co dalej. W tygodniu, w którym tego zabraknie, dziecko nie robi nic.
Dlatego przy Wyszukiwance postawiłem na coś, co dziecko bierze samo. Szuka ukrytych przedmiotów na 15 planszach, a przy okazji trafia na pojęcia, o które potem pyta. Trzy poziomy trudności w jednej książce biorą się dokładnie z tego, o czym jest cały ten tekst: młodszy i starszy siedzą nad tym samym rozkładem, ale każdy dostaje zadanie na swoją miarę.
Od jakiego wieku zacząć zabawy o pieniądzach?
Od momentu, w którym dziecko potrafi wybrać jedną rzecz z dwóch, czyli zwykle około 4 lat. Na tym etapie nie chodzi o kwoty, tylko o to, że wybór jednej rzeczy oznacza rezygnację z drugiej. Pełna wersja sklepu na dywanie, z cenami od 1 do 5 monet, ma sens od 5 lat, kiedy dziecko liczy w tym zakresie.
Moje dziecko ma 5 lat, czy może iść do sklepu z listą i limitem?
Może iść, ale nie potraktuje tego jako zadania finansowego. W tym wieku sprawdza się wersja skrócona: jedna rzecz do wybrania z dwóch podobnych, monety odliczone wcześniej do ręki. Porównywanie cen, a tym bardziej ceny za kilogram, wymaga myślenia proporcjami, które pojawia się koło 11 lat.
Czy dawać dziecku prawdziwe pieniądze do zabawy?
Przy najmłodszych wystarczą guziki albo żetony, bo banknot jest dla nich takim samym papierkiem jak każdy inny. Od siódmego roku życia prawdziwe monety działają lepiej, bo dziecko widzi je potem w sklepie.
Ile kieszonkowego dawać?
Nie ma jednej właściwej kwoty i każdy, kto ją podaje, zgaduje za Ciebie. Ważniejsza jest regularność oraz to, żeby o wydaniu decydowało dziecko. Kwota, przy której nie zaboli Cię obserwowanie złej decyzji, jest kwotą odpowiednią.
Co zrobić, gdy dziecko wydaje wszystko od razu?
Nic. To jest właśnie ta lekcja, po którą się w to bawicie. Dołożenie pieniędzy kasuje jedyny efekt, jaki ta zabawa miała przynieść. Po tygodniu wróć do tematu pytaniem, nie morałem.
Czy gry planszowe o pieniądzach wystarczą?
Pomagają, ale mają jedną słabość. Pieniądze w pudełku są udawane, więc dziecko szybko uczy się, że przegrana nic nie kosztuje. Najlepiej działa mieszanka: plansza dla zasad, prawdziwe kieszonkowe dla konsekwencji.
Ile powinna trwać taka zabawa?
Kwadrans wystarczy, a przy młodszych dzieciach nawet 10 minut. Dłuższa sesja zamienia się w lekcję, a wtedy przestaje działać.
Czy to zadziała u nastolatka?
Sklep na dywanie nie, ale aukcja rodzinna oraz praca na akord działają dłużej, niż się wydaje. U starszych dzieci dochodzi jeszcze jedno: warto pokazać im prawdziwy rachunek za prąd albo za internet, bo nagle okazuje się, że dom też ma budżet.

Dwie książki, jedna rozmowa o pieniądzach w domu. Dziecko dostaje wyszukiwankę, w której szuka ukrytych przedmiotów i przy okazji poznaje...


